TOP 1-3 w Google! Co może kryć się pod tym hasłem?

4

TOP 1-3 w Google! Co może kryć się pod tym hasłem?

Zazwyczaj staram się trzymać zagadnień techniczno-praktycznych, ale ze względu na kilka ostatnich rozmów z Klientami na temat ukazujących się w sieci „atrakcyjnych” ofert promocji strony w Google, postanowiłem szerzej wyjaśnić owe zagadnienie.

Wiarygodność reklamowanych produktów jest  rzeczą względną. Każdy kto ogląda np. telewizję, widział emitowane reklamy. I tak samo, jak z dystansem (a czasami sceptycznie) powinniśmy podchodzić do wyświetlanych tam ofert, tak samo jest z różnymi hasłami reklamowymi związanymi z pozycjonowaniem i reklamą w wyszukiwarkach. Najczęściej używanymi hasłami są „TOP 1″ lub „TOP 1-3″. Każdy kto poważnie traktuje swój interes i jest świadomy dzisiejszej wagi obecności firmy w internecie, przeważnie zainteresuje się tą ofertą – kliknie link lub baner. Jest to w pełni zrozumiałe i nie ma w tym nic niewłaściwego. Rzecz w tym, co nie tak rzadko można znaleźć w treści oferty.

Powiedzmy sobie szczerze, pozycje od 1 do 3 są pożądane, dlatego czytając oferty możemy znaleźć dokładne wyjaśnienia, opisy i korzyści z obecności strony firmowej na szczycie listy wyników wyszukiwania. Możemy dowiedzieć się, że pierwsza pozycja przynosi nawet 1000% więcej osób odwiedzających stronę niż pozycja piąta – tak bywa i nie koniecznie mija się to z prawdą. Dlaczego niekoniecznie…o tym później.

wyniki organiczne vs linki sponsorowane

Tak przedstawia się strona z wynikami wyszukiwania. I prawdą jest, że stosunkowo łatwiej i szybciej (w porównaniu z wynikami organicznymi) można zdobyć pozycje od 1 do 3. Do tego, niektórzy świadomie lub nie używają nawet określenia „bezpieczne i gwarancja” w odniesieniu do słowa pozycjonowanie, które z natury jest techniką manipulacji wynikami wyszukiwania zawsze pociągającą za sobą pewien stopień ryzyka i brak 100% gwarancji.

Linki sponsorowane jako TOP 1-3 w Google

Na początku należy zaznaczyć, że pierwsze trzy miejsca zajmowane są przez płatne wyniki AdWords – linki sponsorowane, oznaczone jako Reklama  . Te pozycje także zalicza się do wyników wyszukiwania, dlatego hasła typu „TOP 1-3 w wynikach Google”  są prawdziwe i słuszne. Kwestia sporna dotyczy samego uświadamiania Klientów odnośnie tego, że oferta wysokiej pozycji jest ważna do czasu, aż będą oni za nią płacili. Po tym, ich strona prawdopodobnie zniknie z pierwszych kilku stron wyników wyszukiwania. A to dlatego, że firma nie zawsze dba o aspekt optymalizacji  dla wyszukiwarek i tak na prawdę, strona nie musi być dla nich atrakcyjna. W takim przypadku wysoka pozycja osiągana jest jedynie za pomocą dostosowania haseł reklamowych, słów kluczowych i płatności za klikniecie (CPC).

TOP 1-3 i nic więcej

Innym aspektem jest optymalizacja strony dla użytkowników. Decydując się na ofertę TOP 1-3 tak na prawdę płacimy za to, że ludzie będą klikać w naszą reklamę i przechodzić na stronę…ale co dalej.

Najlepiej zobrazuje to pewien przypadek: Na początku września tego roku rozmawiałem z właścicielem sklepu internetowego, który nie był zadowolony z efektów reklamy w wyszukiwarce prowadzonej przez pewną agencję interaktywną. Promowany był sklep, oparty o projekt autorski tejże firmy. Rozliczenie następowało za ogólną pozycje strony w wyszukiwarce (niezależnie czy były to linki sponsorowane z AdWords, czy wyniki organiczne). Taka była umowa i właściciel sklepu na nią przystał – nie widział i nie wiedział o różnicy pomiędzy tymi wynikami. Nikt go o niej nie poinformował a i na stronie internetowej z ofertą nic o tym nie wspomniano. Jak wskazują statystyki Google Analytics, sklep cieszył się rosnącą liczbą odwiedzin z miesiąca na miesiąc. O to właśnie chodzi: wysoka pozycja + wzrost liczby odwiedzin = NIEPRAWDA. Problem tkwił w wyjątkowo wysokim współczynniku porzuceń koszyka. Po przebadaniu strony okazało się, że problem leży w kodowaniu – po dodaniu produktu do koszyka przeglądarka internetowa Chrome i Firefox (powyżej wersji 27) przesuwają faktyczny odnośnik kontynuacji zamówienia, natomiast plik graficzny z samym przyciskiem pozostaje na miejscu – stał on się nieaktywny. Krótko mówiąc, można dodać produkt do koszyka, ale już go nie zamówimy. Tak więc, pomimo wysokiej klikalności (CTR) kampanii AdWords i przyjaźnie wykonanej szacie graficznej, cała praca firmy marketingowej legła w gruzach z powodu błędu w kodowaniu. Przez kilka miesięcy, nikt nie zauważył i nie przetestował działania sklepu. Skupiono się wyłącznie na celu umowy, jakim było osiągnięcie najwyższych pozycji i wzrostu odwiedzin. Za to też wystawiano rachunki.

Nie twierdzę, że wszystkie oferty z takimi hasłami są w ostateczności mało skuteczne i mają na celu korzystać z niewiedzy Klientów. Jednak przed skorzystaniem z nich, warto się zastanowić czy zależy nam na zwiększonej sprzedaży we własnej firmie, czy satysfakcji z pojawiania się w Google na pierwszym miejscu. Ponieważ obie rzeczy niekoniecznie muszą iść w parze.

VN:F [1.9.21_1169]
Rating: 2.5/5 (2 votes cast)
TOP 1-3 w Google! Co może kryć się pod tym hasłem?, 2.5 out of 5 based on 2 ratings
4 odpowiedzi do artykułu
  1. Konrad Znamierowski 16 listopada 2014 o 11:44

    Tak Piotrze to się zgadza. Wszyscy się skupiają na tym żeby znaleźć się jak najwyżej w wyszukiwarce ale zapominają o najważniejszej rzeczy, czyli optymalizacji własnego sklepu czy strony.

    Odpowiedz
  2. jasiek94 27 listopada 2014 o 23:31

    Moim zdaniem owszem posiadanie dobrej pozycji to połowa sukcesu, ale optymalizacja to druga połowa jego. W dzisiejszych czasach ciężko jest uzyskać dobra pozycje w wyszukiwarce prze tzw”wyścig szczurów”, ale optymalizacja to podstawa dobrego działania.

    Odpowiedz
  3. Szczepan Artowski 30 listopada 2014 o 17:18

    Zgadzam się ze stwierdzenie przedmówcy. Optymalizacja – to nr 1. A poza tym ważna jest sprzedaż, więc trzeba strony pod kątem tego, co chcemy sprzedać, czy jaką usługę wykonać, a nie pod kątem kilku fraz, bo to może nie dać efektu.

    Odpowiedz
  4. Kamil Janczak 4 lutego 2015 o 00:07

    Pozycjonowałem kiedyś sklep, dość łatwa branża, więc po trzech miesiącach były pozycje. Asortyment był tego typu, że ludzie mieli zawsze dużo pytań przez formularz, albo zwyczajnie mailem. I w pewnym momencie tych pytań zrobiło się mniej, a sprzedaż siadła. Miesiąc minął zanim ktoś się zorientował, że formularz kontaktowy nie działa. :)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz